


Czytałam ostatnio o książce jednej, wydaje się ciekawej. Tytuł – „The meaning of Tingo”. Autor – Adam Jacot de Boinod. Zagwozdką jest już sam tytuł. Mimo, że angielski próżno szukać słowa „tingo” w słowniku tegoż języka. Jak się okazuje, pochodzi ono z ojczystego języka mieszkańców Wyspy Wielkanocnej i nie ma swojego odpowiednika w angielskim. Trudno też prawdopodobnie o jego odpowiednik w jakimkolwiek innym języku. „Tingo” w Pascuense znaczy tyle, co „pożyczać przedmioty z domu przyjaciela póki nic mu nie pozostanie”. Nie dość, że długie to jeszcze dziwne to znaczenie. Książka o takich językowych dziwolągach traktuje właśnie.